^

Robert Kubica - Klub Kibiców

Pomoc dla Oliviera!

Pomoc dla Oliviera!

Robert Kubica – Klub Kibiców w zamyśle chciał połączyć od zawsze przyjemne z pożytecznym, od początku mieliśmy zapędy by pomagać – nie tylko Robertowi Kubicy i jego kibicom. Po spełnieniu marzenia Mirka do tej pory przychodzą do klubu ogromne ilości próśb o pomoc, nie wszystkim niestety można pomóc bo potrzebujących jest naprawdę sporo. Ta niemożność była chyba powodem zamknięcia się w pewnym czasie, na tego rodzaju inicjatywy.

Świadomość spełnienia marzenia Roberta i kibiców po tylu latach przypomina gdzieś tam o sumieniu, jakimś moralnym kredycie i ciągle nie daje spokoju. Świetną okazją by znów komuś bezinteresownie pomóc był email od Pani Dominiki, mamy Oliviera. Klub postanowił objąć chłopaka opieką w 2018 i wspomóc w jego drodze do sprawności i zdrowia.

Olivier już czeka na konsultacje z Dr Igorem Rossello, który jak doskonale pamiętamy pomógł Robertowi Kubicy. Nie będziemy nic sami pisać, przeczytajcie tekst, który przesłała do nas mama chłopca i zdecydujcie sami co z tym zrobicie. #SupportOlivier

Jak to się stało?????????????
Oliwier urodził się 19.08.2010 roku w szpitalu w Koszalinie. Ważył 3870 g, mierzył 57cm.

Poród przebiegał bardzo powoli. Nie zrobiono mi przy przyjęciu na oddział badania USG. Trafiłam na salę porodową koło 4 rano, po 8 rano jak się zmienił personel dano mi kroplówki na wzmożenie skurczów. Rozwarcie nie było odpowiednio duże, zastosowano masaż szyjki macicy. Nagle poczułam ogromny ból w prawej pachwinie. Spowodował że przez parę min nie mogłam podnieść nogi. Wołałam, krzyczałam, ale Panie położne nawet nie zamierzały do mnie podejść. Były zajęte. Lekarza żadnego u mnie nie było.

Wszedł tylko raz mężczyzna. Wypytywał o szczepienia, o miesiączkowanie. Wypytywałam o cesarskie cięcie, ale odpowiedział że to lekarz decyduje o tym nie ja. Po kolejnej godzinie doszła do mnie informacja że główka wstawia się jakoś na bok. Zaczęłam po raz kolejny wypytywać czy to są jakieś komplikacje by zastosować cesarkę, ponownie odpowiedziano mi że to lekarz decyduje o wszystkim. Problem w tym, że zwlekano ze wszystkim. Ignorowali mnie. Lekarze zdecydowali, że będę rodziła naturalnie. 

Parłam. Byłam osłabiona, wyczerpana. Synek zablokował się barkami. Zastosowano kleszcze. Lekarz wyrwał ze mnie dziecko a drugi naciskał bardzo mocno na brzuch. Rzucił na mnie sine, fioletowe nie oddychające dziecko. Oliwier nie płakał. Nie ruszał się. Zabrano go ze mnie. Zaczął tak pojękiwać z bólu. Rączki wisiały. Krzyczałam dlaczego nie rusza rączkami, ale ignorowano mnie. Nic nie mówiono. Dziecko dostało 3/4/7/7 punktów Apgar. A w 15 min 5 punktów dziecko trafiło na OIOM. Te 7 punktów jest po lekach. Gdy rodziłam łożysko lekarz wziął je, podniósł do góry jak trofeum. Zobaczyłam tam, że pępowina jest przerwana w trzech miejscach. Przy mnie jeszcze zmywano krew z ziemi po porodzie. Po kilku godzinach powiedziano że dziecko urodziło się z:

Ciężką zamartwicą
Liczne krwiaki w główce i brzuszku
Niedokrwistością
Niewydolnością krążeniowo-oddechową
Obrażeniami okołoporodowymi
Porażeniem lewego splotu barkowego
Pęknięcie kości czaszki
Siniaki, okaleczenia głowy rączek i stópek

Mąż szukał naszego synka około 2 godziny. Nic i nikt nie chciał mu nic powiedzieć. Był odsyłany od drzwi do drzwi. Z porodówki nie mógł trafić na OIOM, ordynator był opryskliwy, bezduszny, obojętny wobec sytuacji i zdarzeniu jaki nas rodziców spotkało. Nie chciał wpuścić męża do syna bo niby miał robione badania. Problem w tym, że mąż wszedł do dziecka i wcale żadnych badanie miał robionych. A gdyby nawet miał robione to rodzic ma prawo być przy nich.

Synek leżał na OIOMie, potem na oddziale Neonatologicznym. Tam nie wiedziano w ogóle jak postępować z moim dzieckiem. Nie mogłam brać na ręce Oliwierka bez rożka, gdzie inne panie matki brały. Kazały oszczędzać rączkę synka, układały w jednej pozycji. Mówiły że ja mam zmieniać. Ale ja sama nie byłam w stanie robić tego wszystkiego. Pilnować lekarzy, pielęgniarek. Każdy mówił co innego. Nie mówiono mi jakie ma robione badania, jakie są wyniki, nie mogłam nawet chodzić z nimi na badania.

Oliwier miał mnóstwo okaleczeń od kleszczy pod uszkami, na nosku, na lewej nóżce, ogromne siniaki na główce, na lewej rączce, krwiaki w główce, w brzuszku, główkę wydłużoną i spłaszczoną po prawej stronie, cale ciałko synka leciało w jednym kierunku-w prawym, zaczerwienioną prawą powiekę i siniaka a w oczku popękane żyłki. Na oddziale Neonatologicznym bardzo mnie strofowano, kazano a siłę karmić piersią. W efekcie za raz po powrocie do domu nie miałam dość pokarmu by móc wykarmić synka. W szpitalu ściągałam jeszcze pokarm ale z każdym dniem było go co raz mniej. Musiałam dodawać sztucznego mleka.

Lekarz od rehabilitacji w szpitalu w Koszalinie powiedział, że trzeba poczekać bo sprawność może sama wrócić w tej lewej rączce. A jak nie to będzie potrzebna rehabilitacja, no i może w ostateczności operacja. Temat się zamknął u Pani doktor. Nikt niczego nie wyjaśnił, nie przeprosił itp. Lewa rączka była wiotka, w ogóle się nie ruszała, nie podnosiła a paluszki ani drgnęły. Gdy zobaczyłam w karcie, to lekarze napisali że mój synek był owinięty pępowiną.

Po dwóch tygodniach pobytu w szpitalu Oliwierek został wypisany. Za raz potem trafił znowu do lekarza od rehabilitacji w szpitalu w Koszalinie. Zaleciła tylko ćwiczenia bierne i wystawiła skierowanie do szpitala w Dziekanowie Leśnym. To tyle na co mogłam liczyć od szpitala w Koszalinie. Nie dostałam się do Dziekanowa Leśnego z tym skierowaniem. Sama szukałam pomocy. Dziecko rehabilitowałam u prywatnego rehabilitanta i to on pomógł mi dostać się do Dziekanowa Leśnego. Pokierował mnie bym zapisała się na konsultacje do dr Grodner w Dziekanowie Leśnym. Dostałam się na turnus. Tutaj dowiedziałam się, że będzie potrzebna operacja. Ale również to, że pod czas porodu mojemu synkowi połamano obojczyki.

Termin operacji po konsultacji z Dr Luszawskim został wyznaczony na 17 lutego 2011 roku w Katowicach. Po wielu chorobach, po przekładaniu operacji nowy termin został wyznaczony na 10 czerwca. Oliwier ma wyrwane z rdzenia kręgowego z korzenia dwa nerwy C8 i C7. Dłoń Oliwierka była wiotka, żadnego ruchu. Jest to najgorsze porażenie jakie może być. Paluszki, dłoń, nadgarstek, łokieć nic się nie zginały. Na dzień dzisiejszy delikatnie Syn podnosi rączkę i czasem zegnie w łokciu i czasem paluszki drgną. Ale nic poza tym. Lekarz z Katowic powiedział, że niestety bez operacji się nie obejdzie ponieważ poprawy nie będzie takiej by mógł używać i posługiwać się raczka.

Ja mam wrażenie, że jestem w mniejszym stopniu mamą dla mojego synka a bardziej pielęgniarką, tj. podając mu leki, rehabilitować oraz wyjeżdżać do innych miast w sprawie zdrowia mojego dziecka np. Dziekanów Leśny, Katowice. Odebrano mi wiele rzeczy. Czas i chwile by móc cieszyć się dzieckiem, a przymus dbania szczególnie o jego zdrowie. Muszę walczyć by moje dziecko było jak najbardziej sprawne fizycznie w dzieciństwie i w dalszym dorosłym życiu.

Pomoc dla Oliviera

Prosimy o wsparcie i pomoc w uzbieraniu środków na leczenie Oliwierka.

Rozpoczął sie Nowy Rok a co za tym idzie? Rozliczanie pitow. Dla Nas to bardzo ważny czas. Dzięki przekazaniu 1% podatku na subkonto w Fundacji dla Oliwiera Kosiewicz możemy i mamy szanse na rehabilitacje, badania, sprzęt i konsultacje.

Dlatego prosimy z calego serduszka o przekazanie dla Oliwierka Kosiewicz 1% podatku lub dokonania dobrowolnych wplat.

Dla Oliwiera dzięki tym środkom to szansa na dalsze leczenie ktore jest naprawde kosztowne. Oliwier bardzo ciężko pracuje by być jak inni jego rówieśnicy. Ma ciężko ale bardzo się stara. Nie przechodźcie obojętnie proszę.

Podarujcie 1% podatku lub dobrowolne wpłaty. Myślicie ze 2, 5, 10 zl to mało. Ale jest wręcz odwrotnie. To naprawdę dużo. Kilka osób wpłaci podobna sumę i zbierają się małymi kroczkami środki na leczenie. Pozwólcie dać szanse Oliwierkowi by dalej walczył o sprawność.

OTWARTE RAMIONA
FUNDACJA SPLOTU RAMIENNEGO
ul. M. Konopnickiej 1/189
Dziekanów Leśny
05-092 Łomianki

KRS: 0000142952
cel: OLIWIER KOSIEWICZ

Nr konta: 90 8009 0007 0017 3342 2001 0001
Tytuł wplaty. OLIWIER KOSIEWICZ

Dlatego bardzo prosimy o wsparcie w leczeniu o przekazanie 1% podatku, dobrowolnych darowizn. To pozwoli nam na dalsze leczenie

Mamy stronkę Oliwierka również na FB
https://www.facebook.com/OloSplociak/

i tam jest dalsze leczenie Oliwierka, które nie było łatwe. a dla mnie jako matki naprawdę ciężkie.

Pozdrawiam
Mama Oliwierka – Dominika Kwasiborska-Kosiewicz

KOMENTARZE KIBICÓW